#1
#2
#3
Michał

Michał

„Inżynier ochrony środowiska z wyboru. Przyjaciel zwierząt z zamiłowania. Szczęśliwy...

Lena

Lena

Nazywam się Lena. Rodzice mówią do mnie Lenusia. Mam siostrę bliźniaczkę i starszego...

Wiktor

Wiktor

Już w ciąży dowiedzieliśmy się, że ma wady wrodzone (agenezja ciała modzelowatego,...

Natalia

Natalia

Natalka urodziła się 25 lipca 2001 roku. Jest wrażliwą, mądrą i wytrwałą dziewczynką. Od urodzenia zmaga się z dziecięcym porażeniem mózgowym. Obecnie, po przebytych operacjach i dzięki determinacji by „stanąć na nogi”, porusza się w pozycji wyprostowanej. Radzi sobie w szkole, ma świetne wyniki w nauce, umie jeździć na rowerze, uczy się pływać. Jednak te osiągnięcia są wypracowane z niesamowitym trudem a to zaledwie wstęp do tego, by w przyszłości Natalka była osobą jak najbardziej samodzielną. To również walka o to, by pozytywne efekty były trwałe. Niezbędne są do tego codzienne ćwiczenia, udział w turnusach rehabilitacyjnych, zaopatrzenie ortopedyczne, sprzęt, obuwie...
        
Kropka
 
     Tuuuut! Zabłysły złowrogie światła! Zbliżały się zaskakująco szybko! Ledwo udało mi się uciec... Chmura kurzu opadła dokładnie tam, gdzie byłam jeszcze przed sekundą! Jednym susem przeskoczyłam wąski pas trawy i znalazłam się w zaroślach. To dobre miejsce. Żadne blaszane pudła zwane samochodami tam nie jeżdżą. Teraz mnie nie widać...
Podrapałam się za uchem. Czy to  kleszcz?! Kolejny pasażer na gapę... Robi się ciemno, trzeba znaleźć miejsce na nocleg... Może tam, gdzie tak ładnie pachniało rybą? Och, ile bym teraz dała
za własne legowisko i dobrą miskę...
Ale od początku…
     Jestem niewielką suczką, nazywam się Kropka i pochodzę ze schroniska. Pewnego dnia przyjechała po mnie nowa Pani. Od razu spodobał mi się jej zapach. W nowym domu poznałam jeszcze Pana i dwie dziewczynki. Mimo tego, że wszyscy byli dla mnie bardzo dobrzy, dawali smakołyki - bałam się, więc znalazłam sobie kryjówkę pod łóżkiem starszej córki Państwa
i tam przesiadywałam całe dnie. Z czasem jednak zaczęłam wychodzić...
Nauczyłam się trochę ludzkiego języka! Na przykład słów "spacer", "miska", a nawet takich
jak "nie wolno" i "pies zostaje". Jednak dzisiaj usłyszałam nowe słowo: "wakacje". Słyszałam
jak państwo mówili: "Pan Leszek zaprasza" i "Piesków nie można". Nie do końca wszystko rozumiałam, ale połączenie: "piesków" i "nie" bardzo mnie niepokoiło...
Zajęłam miejsce w samochodzie wśród bagaży. Ale co to? Moja podróż skończyła się dziwnie szybko... Zostawili mnie u dziadków!
     Chociaż Babcia i Dziadek starali się  przychylić mi nieba, to i tak bardzo tęskniłam
i uciekłam. Co ja narobiłam! Staram się szukać Pani, jak mogę, ale nic mi nie wychodzi. Wydaje
mi się, że zataczam kółka. Nie wiem, już naprawdę nie wiem, gdzie mam się udać... Najgorsze jest jednak to, że nie jestem pewna, gdzie jest mój tymczasowy dom. Nagle podszedł do mnie jakiś zaniedbany, mocno zionący alkoholem pan. W ręku trzymał ogromną torbę. Mówił do mnie, wymachując torbiszczem:
 - Choooź piezedżguu!
Wiałam co sił w moich szybkich łapkach!!
Ciekawe czy ktoś mnie w ogóle szuka? Myślę, że tak, ponieważ dzisiaj zobaczyłam na słupach kartki. Gdybym umiała czytać,  wiedziałabym, że było tam napisane: "ZAGINĘŁA KROPKA! BARDZO TĘSKNIĄ ZA NIĄ DWIE DZIEWCZYNKI.".  Mimo to, bez problemu rozpoznałam
na zdjęciu siebie.
     Widziałam Panią! Naprawdę! Chodziła po osiedlu  i wołała: "Kropcia!, Kropeczka! Gdzie jesteś?". Razem z nią  była też Babcia, Dziadek i Pan. Dziadek miał ze sobą ogromną siatkę,
na wypadek gdybym się pokazała. Po co mu ona? Otóż wszyscy doskonale wiedzą, że ja nie dam się tak łatwo złapać na ręce. Liczyli po prostu na to, że ta siatka im w tym pomoże. Niestety zwabiona smakołykiem pokazałam się, a wtedy Dziadek krzyknął: "Tam jest!!!” i zaczął mnie gonić... To był BARDZO zabawny widok!
     Znalazłam nowego kumpla! To mały zabawny piesek. Bawimy się razem przy takim bloku. Skaczemy, biegamy w kółko, udajemy, że się chcemy zagryźć, ale tylko na niby. Bardzo miło mi się z nim spędza czas.
Ludzie są dziwni. W ogóle nie szczekają... Znaczy tylko czasami i to dla zabawy. Ogólnie to mówią, a szczególnie dużo do takich małych świecących pudełeczek z guziczkami (albo i bez). To się chyba nazywa "tefelon"... Nie! Przepraszam, "telefon". I właśnie jedna starsza pani mówiła
do telefonu, że mnie widziała jak bawię się z białym pieskiem... Ciekawe dlaczego?
     Dzisiaj życie przeleciało mi prze oczami! To właśnie ta ciężarówka, o której mówiłam
na początku chciała mnie zabić! Brrrrrrr...
     Znowu hasałam do późna z moim kolegą. O nie! koniec zabawy! To znaczy, że piesek podejdzie do drzwi swojej klatki schodowej i poczeka aż ktoś skorzysta z domofonu i wpuści
go do środka, a ja będę musiała  spać na trawie... Nagle zauważyłam, że jakiś znajomo wyglądający i pachnący człowiek otwiera drzwi. Może by tak pójść za nimi, żeby chociaż jeść dali...
Jak pomyślałam, tak zrobiłam i oto w świetle lamp na klatce schodowej zobaczyłam już, co to był
za człowiek - to był mój pan! Widząc, że za nim weszłam, zamknął szybko drzwi odcinając
tym samym drogę ucieczki i powiedział:
- Nooo, moja panno... Koniec wycieczki!
Wziął mnie na ręce i przytulił mocno, jakby się bał, że zechcę uciekać, ale ja nie miałam
na to najmniejszej ochoty...
     DOM!!! Jestem w domu! I to tym prawdziwym! Jak miło znowu przytulić się do swojej Pani! Wszyscy bardzo się cieszyli, a jednocześnie mieli łzy w oczach i płakali... Ludzie są jacyś dziwni...
KONIEC I KROPKA